Off Fashion Kielce czyli burdel na kołach.

27 maja – piatek, 11 rano, obłożona walizką i stertą ubrań na wieszakach wysiadam na PKP w Kielcach. Piękna pogoda. Już przy dworcu podbiega do mnie dziewczyna również kierująca się do Bazy Zbożowej na OFF Fashion. Kontynuujemy więc razem podróż taksówką do wielkiej hali. Wysiadamy na miejscu, rejestrujemy się. Nie ma jeszcze tłumów, więc wszystko przebiega w miarę spokojnie. Mijamy wizażystki szykujące modeli (jedna maluje, 4 instruują :D ) i wchodzimy do wąskiego pomieszczenia pełnego ludzi, wieszaków i ciuchów. Wrzawa jak w ulu. Szybko odnajduję w tym chaosie swój numer na wieszaku. Jak się jednak okazuje swój “box” muszę dzielić z pięcioma innymi projektantami. Totalny brak miejsca do rozwieszenia rzeczy, do przymiarek, i w ogóle do poruszania się. Jakimś cudem udaje mi się jednak ulokować. Duchota, hałas.
Muszę znaleźć modeli. Potrzebowałam 2 dziewczyn i 2 chłopaków. Oczywiście nie wiem kto tu kim jest, jedynie po wzroście mogę wnioskować kto jest modelem a kto projektantem. Podchodzę, podpytuję o możliwość prezentacji mojej kolekcji. Po godzinie bieganiny w tłoku i przymiarek nie udaje mi się znaleźć odpowiednich osób. Zmęczona tym wyścigiem i zrezygnowana po niepowodzeniu podchodzę do dziewczyn pracujących dla agencji i proszę o pomoc, którą mi obiecano podczas rozmowy telefonicznej. Niestety dziewczyna ze skrzywiona miną stwierdziła najpierw “musi Pani sama sobie wyszukać, modelek jest dużo na pewno coś się znajdzie.” a następnie” A będzie Pani tutaj? To ja zaraz wrócę” Nie ufam, działam na własną rękę. Po drodze mijam panią “pomocną” plotkującą w sielankowym nastroju z drugą Panią “pomocną” . I to był moment, kiedy zwyczajnie chciałam stamtąd uciec i nigdy nie wracać. Taki bajzel po prostu nie dla mnie. Waham się. Po chwili namysłu jednak nie daję za wygraną. Cały poprzedni tydzień był dla mnie mega wyzwaniem zważywszy na fakt, iż w momencie znalezienia siebie na liście półfinalistów nie miałam nawet materiałów do uszycia kolekcji.
Szukam dalej. Ok 15 mam modelki mniej więcej dopasowane do rozmiaru ubrań. Segreguję rzeczy, by podczas pokazu niczego już nie szukać. Nareszcie zostawiam ten chaos, idę na kawę. Zaznajamiam się z ludźmi i otoczeniem. Spokojnie przyglądam się innym projektom. Różnorodność tematyczna przekracza moje oczekiwania. Festiwal barw, fasonów, Są kreacje z baśni, są i klasyczne.

Godzina 18.00 oficjalne przywitanie uczestników imprezy przez prowadzącą, jakiś tam występ, pokaz mody recyclingowej itp itp. Numery projektantów od 1 do 10 stoją gotowi do prezentacji. Zaczyna się. W głośnikach słyszę: “Kolekcja nr 1……”
Podczas kiedy prezenterka wypowiadała numery kolejnych kolekcji, na zapleczu panował jeszcze gorszy chaos niż przed 3 godzinami. Padają pierwsze komentarze odnośnie braku poszanowania kolekcji i pracy projektantów przez organizatorów. Autorzy prac nerwowo czekają na swoich modeli, którzy prezentują jeszcze poprzednie kolekcje. Głośnie odliczanie. Słyszę w głośnikach 3 numer przede mną. Dwóch modeli mam ubranych, jedna modelka w trakcie zakładania rzeczy. Czwartej nie ma na horyzoncie. Nie wiem gdzie jest. Wchodzi na scenę kolekcja przede mną. Gotuje się we mnie. Jest modelka. Pomiędzy biegającymi w bieliźnie dziewczynami wrzeszczącymi “gdzie jest mój stanik! ” i projektantami próbujących przebić się przez tłum krzycząc “przepraszam!!!, przepraszam!!”, nerwowo pakuję ją w kreację. Wrzucam dodatki. Trójka moich jest na wybiegu, biegnę na wariata razem z czwartą w kierunku sceny i na ostatni dzwonek wbiega na wybieg.
Nie ma czasu rzucić okiem czy wyglądają ok. Nie słyszę muzyki, którą wybrałam do pokazu. Nie słyszę nawet opisu kolekcji. 30 sekund pokazu. Moja kolekcja ląduje na ziemi. Wchodzą następne numery….

Godzina 21 koniec.O 22 postanowiłam zjeść mój pierwszy konkretny posiłek tego dnia. Wiemy już kto się dostał. Podziękowania dla przybyłych i koniec imprezy. Pozostawieni sami sobie czekamy na obiecany autobus, który miał nas zawieźć do hotelu. Po 40 min oczekiwaniu pakujemy się do autokaru z zepsutymi drzwiami, ale za to z przesympatycznym kierowcą, który z entuzjazmem pomagał nam nosząc walizki. Drzwi zostały naprawione, pojechaliśmy. W autobusie wesoło. Nareszcie jakaś normalność. Dojechaliśmy do hotelu, padłam na łóżko. Jakieś pogaduchy nocne, poznawanie nowych ludzi, dzielenie się wrażeniami.
Rano pobudka o 7 i przepyszne śniadanie w świetnym towarzystwie na spokojnie. Wracamy do domu. Drugi pan kierowca, który nas rano odwoził nie był już tak bardzo miły, wręcz cały autobus wsiadł na niego za jego gburowatość. Dworzec PKP. Godzina czasu do pociągu, kupujemy kulturalnie bilety i znowu się nam dostaje od starszej pani, która wrzeszczy na całą halę, że mamy się uspokoić, bo nic nie słyszy. Zniesmaczeni, ale mimo to w świetnych nastrojach poszliśmy na przepyszną kawę i koktajle w nastrojowym lokalu.
11.54 odjazd do Katowic.
Następna edycja OFF w listopadzie. Wiem już z czym to się je. Dla samych ludzi warto brać w tym udział.

Odpowiedzi: 7 to “Off Fashion Kielce czyli burdel na kołach.”

  1. No to przeżyłaś przygodę :) )) Pozdrawiam

  2. kelly Powiedział/a:

    Przyglądając się chaosowi na widowni zawsze współczuję tym, którzy są na backstage’u…

  3. szewczykana Powiedział/a:

    a kiedy zobaczymy jakieś fotki Twojej kolekcji ??? :)

  4. Sesja w planie aczkolwiek trochę to potrwa :)

  5. Anka Powiedział/a:

    oj tak, off kojarzy mi sie glownie z masakrą za kulisami, ze zbyt mala iloscia modelek – wiecznie !! oraz z tandetnymi weselnymi fryzurami ;) ale atmosfera jest jedyna i dlatego jezdze :p

  6. Fakt, coś w tym wariactwie jest :)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.