Wazon, Lizak, Cegła.. czyli jak uczynić zakupy mordęgą.
Polski rynek dopiero otwiera się na usługę jaką jest doradztwo wizerunku. Niemniej pojawiają się w mediach różne programy o tym jak się ubierać, czy też nie ubierać, jak zmienić swój wizerunek, by wyglądać dobrze. W księgarniach pojawiają się coraz to nowe publikacje nawiązujące do tematu. Coraz więcej szkoleń z zakresu stylizacji a w związku z tym “indywidualnych” propozycji podejścia do tematu. Jednymi z jego aspektów są podział sylwetek i analiza kolorystyczna. Coraz częściej spotykam się ze stwierdzeniem “autorski podział sylwetek”, “autorski sposób dokonywania analizy kolorystycznej” co wywołuje we mnie politowanie. Im bardziej wszak wgłębiam się w temat, tym bliższa jestem stwierdzeniu, iż jest to zwykłe naciąganie ludzi na pieniądze i robienie im wody z mózgu.
W zawodzie stylisty pracuję kilka lat. Ostatni rok był na tyle intensywny i bogaty w doświadczenia, że mogę śmiało ustosunkować się do tematu. Często zadawane są mi pytania: jaki mam typ figury? Jakie są moje kolory? Jestem lato, czy zima? Pytania te sugerują, że pomimo natłoku informacji nadal błądzimy w temacie. I ja się wcale nie dziwię. Moja odpowiedź na te pytania brzmi: ZALEŻY. Nie da się wszak jednoznacznie każdego człowieka przyporządkować do któregoś z typów. Zarówno jeśli chodzi o sylwetki jak i kolor. Trinny i Susannah dzielą figury na 12 typów. Jeśli ktoś chce zwariować to może zacząć się zastanawiać jakim jest typem.
W swojej pracy stosuję uniwersalną zasadę – indywidualne podejście do człowieka czyli zastanawiam się nad tym jakie są proporcje ciała względem siebie (bez wymyślnego nazewnictwa) np. czy ramiona nie są zbyt szerokie w stosunku do bioder i na odwrót (powinny być takie same); co chcielibyśmy ukryć, a co podkreślić i jaki chcemy uzyskać styl. Co jest zmorą a jest dumą. Jeśli już mam na czymś bazować to bliższy jest mi podział na gruszkę, jabłko, 2 trójkąty i prostokąt. Nie znaczy to jednak, że wszystkich mogę śmiało przydzielić do tych poszczególnych typów. Może się bowiem okazać, iż osoba która ma węższe ramiona, a za to rozbudowane biodra, pupę (gruszka) ma również obfity biust, co jest charakterystyczne dla jabłka – i zamieszanie gotowe. Figura klepsydry jest ideałem, ale ślepe do niej dążenie może nas również pogrążyć. Trinny i Susannah wykazują szczególne zamiłowanie do gorsetów ułatwiających uzyskanie idealnych kształtów. Jest to przykład skrajnego podejścia do tematu, który w tym wypadku skończył się katastrofą w postaci efektu motyla w zbroi. Przykład poniżej:
Typ kolorystyczny. Tradycyjna szkoła dzieli je na 4 – wiosna, lato, jesień, zima. Zapewne wszyscy słyszeli o takim podziale chociaż spotykam coraz więcej osób pracujących nad wizerunkiem ludzi, podobnie jak ja odchodzących od tego podziału. Często się wszak zdarza, iż osoba, która nosi znamiona lata świetnie czuje się w stylizacji jesiennej czyli ciepłej i mocnej. W związku z tym farbuje się na ciepły brąz i wybiera ciepłą czerwień w ubraniach. Czy dobrze byłoby dla niej upierać się przy stwierdzeniu, że jednak powinna stosować barwy lata? A co z typem mieszanym?- Chłodne odcienie włosów, brwi, skóry, ale intensywna tonacja tęczówki?
Nie zawsze sprawdza się tutaj również metoda dokonywania analizy kolorystycznej na koniec której wręcza się “ściągę” w postaci kolorów, jakie są dla danej osoby przypisane. Ja wprawdzie to robię, ale również uświadamiam o istocie fasonów, faktur i materiałów dalszych etapach tj. wspólnym buszowaniu po sklepach i przymiarkach, gdyż inaczej zaprezentuje się osoba w kusej sukience a inaczej w wełnianym golfie tej samej barwy. Fasony, desenie decydują czy jest nam w danej rzeczy dobrze czy nie. Co więcej, często spotykam osoby, które mimo rozbieżności w tym, co jest ich naturą a co mają na sobie, wyglądają świetnie. I jak tu sztywno trzymać się zasad?
Nie dajcie się więc zaszufladkować. W zamian zaś stwórzcie swój własny styl, oryginalność, która jest znacznie cenniejsza niż poprawne trzymanie się reguł.
Jak to zrobić?
Przymierzajcie rzeczy, które z pozoru byście skreślili “na dzień dobry”, poproście o zrobienie Wam zdjęcia, oglądajcie się w lustrze. Dzięki zdjęciom łatwo zobaczyć w czym jest nam dobrze a co nas pogrąża. Nie popadajcie w skrajne podkreślanie figury ani w skrajne jej zakrywanie. Wrażenie wspomnianego wyżej motyla w zbroi czy czarnego worka na ziemniaki warto zaklepać na bal karnawałowy lub wystąpienia w teatrze. Zwróćcie natomiast uwagę na materiał z jakiego wykonana jest rzecz. Te z domieszką lycry mogą zbyt opinać a tym samym ujawniać to, co chcielibyśmy zakryć. Te wykonane z grubej wełny pogrubiają.
Tu nie trzeba być filozofem, wystarczy mierzyć, obserwować i wyciągać wnioski. Zachęcam więc do eksperymentowania i zdroworozsądkowego podejścia.
